Są takie praktyki, które być może nigdy nie pojawiłyby się w moim życiu, gdyby los nie rzucił mnie do kraju łopatek do sera i słonej lukrecji. Oto 10 z nich, które jako pierwsze przyszły mi do głowy:
1. W pracy noszę kapcie i wełniane skarpety
Szybko zaakceptowałam wygodne klapki w biurze, zamiast nieco bardziej eleganckiego obuwia, ale długo broniłam się przed biurowymi wełnianymi skarpetami. Po kilku latach dałam jednak za wygraną i zaadoptowałam ten zwyczaj, który u mnie w pracy wśród Finów jest wszechobecny. Wełniane skarpety zakłada się jako drugą warstwę skarpet.

2. Posługuję się numerami tygodni
Co prawda nadal nie mogę się do tego przyzwyczaić, ale chcąc nie chcąc, musiałam w pewnym stopniu ulec, przynajmniej w pracy. Nie zdziwcie się, gdy Fin w mailu Wam napisze, że projekt rusza w 10-tym tygodniu, albo że w 32-tym tygodniu będzie na urlopie. Eee… czyli kiedy? – pomyślicie. W pracy na ścianie mam wydrukowany kalendarz z numerami tygodni, bo inaczej trudno mi się połapać.
3. Dopiero 3 miesiące po porodzie nadaliśmy dziecku imię
Mówię zupełnie poważnie. W Finlandii imiona dzieciom nadaje się kilka tygodni po porodzie, a jeśli ktoś wybrał imię wcześniej, to zazwyczaj go nie ujawnia i nikt też o to nie pyta. My dyskutowaliśmy do ostatniego momentu, a przez ten bezimienny czas córkę nazywaliśmy „vauvą”. Vauva to po fińsku niemowlak. Innym „dziwnym” zwyczajem, który praktykowałam, było wystawianie niemowlaka w wózku na mróz (czasem bardzo konkretny), gdzie spało dużo lepiej, niż w domu. O ciekawostkach związanych z niemowlakami w Finlandii pisałam tutaj.
4. Piję mleko do obiadu
W pracy na stołówce zawsze biorę szklankę mleka, nieważne, czy jem grochówkę z musztardą i świeżą cebulą, smażone sielawy, czy parówkę z serem z piekarnika.
5. Używam nakładek z kolcami na buty
Zimą i wiosną fińskie chodniki często zamieniają się w śmiertelne pułapki – lód pod cienką warstwą wody może pokonać każdego. Nie twierdzę, że nakładki na buty są niezbędne, ale mogą się tutaj przydać, a najdziwniejszym połączeniem w moim wydaniu było chyba połączenie kolców z „crocsami”. To, co widzicie na zdjęciu poniżej, to lodowisko na naszym „osiedlowym” parkingu, które musiałam pokonać, idąc wyrzucić śmieci.
6. Cieszę się każdym promieniem słońca
Nie ma w tym ani odrobiny przesady, niestety. Gdy w lutym zaczyna się w końcu robić jaśniej, a na nasz taras docierają pierwsze po zimie promienie słońca, biorę kawę na dwór i siedzę tam dopóki mam czucie w palcach. Brzmi to dość ponuro, ale taki właśnie mamy tutaj klimat.
7. Chłoszczę się brzozą w saunie
Pierwszy raz do sauny poszłam w Finlandii, co nie jest specjalnie zaskakujące. Ciekawsze chyba jest to, że zdarza mi się w saunie wychłostać gałązkami brzozy. O tym i innych fińskich zwyczajach związanych z sauną, pisałam tutaj.

8. Kupuję dziecku rzeczy używane
W Helsinkach i okolicach jest wiele sklepów z używanymi rzeczami przeznaczonymi wyłącznie dla dzieci i regularnie te sklepy odwiedzam. Nie tylko pozwala to na zakup dobrych jakościowo ubrań czy butów za normalne pieniądze, ale też jest przyjazne środowisku. W takich sklepach są również zabawki, książki, gry i różne akcesoria. Jak na razie moje dziecko nie ma nic przeciwko temu, że właściwie nie dostaje nowych rzeczy. Co ciekawe, w takich sklepach często można wykupić swoje własne miejsce na określony czas i samemu je zagospodarować – rozłożyć dziecięce rzeczy, które chcemy sprzedać.

9. Wysiadając z autobusu, często dziękuję kierowcy
Szczególnie jeśli wysiadam przednimi drzwiami.
10. Uczę się robić ładne wianki
O ile w Polsce, nie mówiąc o Singapurze, wianki mnie w ogóle nie interesowały, o tyle w Finlandii juhannus (Noc Kupały) bez wianka się dla mnie nie liczy. Wydaje mi się, że co rok wychodzą mi ładniejsze. Juhannus to jedno z najważniejszych świąt w fińskim kalendarzu.

Jeśli mieszkacie w Finlandii – co zmieniło się w Waszym życiu po przeprowadzce tutaj?
Powiązane wpisy:
26 oznak, że mieszkasz w Finlandii za długo
Helsinki. 15 ciekawostek, o których być może nie wiecie
Interesujący wpis 🙂