Życie w Singapurze według Natalii. Część IV: Ludzie i kuchnia

Przed Wami ostatnia część cyklu „Życie w Singapurze”, dla mnie najtrudniejsza. Nie tylko ze względu na zawiłość singapurskich zagadnień demograficzno-kulinarnych, ale także na niełatwy proces ekstrakcji mieszaniny obiektywnych spostrzeżeń i subiektywnych odczuć. Zrobię jednak co mogę, żeby przybliżyć Wam temat, nie zniekształcając go pryzmatem moich upodobań i uprzedzeń. Kwestia mieszkańców Singapuru nie jest łatwa przede wszystkim ze względu na kulturową mozaikę jaką jest Miasto Lwa. Kim jest Singapurczyk? Statystycznie rzecz biorąc – Chińczykiem buddystą, którego językiem jest nieco zniekształcony angielski. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana. Wszystkich ludzi w Singapurze jest nieco ponad 5.5 miliona*, z czego tylko 60% to obywatele Singapuru. 74% mieszkańców jest pochodzenia chińskiego, 13% malajskiego, a 9% hinduskiego. Reszta to mieszanka z całego świata. Pod Ludzie w Singapurzewzględem religii Singapur jest jednym z najbardziej zróżnicowanych państw na świecie**. Najbardziej popularny jest buddyzm, a następnie kolejno: chrześcijaństwo, bezreligijność, islam, taoizm  i hinduizm. Rząd stara się, aby wszyscy żyli ze sobą w spokoju i harmonii – co się udaje – i żeby nikt nie czuł się dyskryminowany. No, może poza Świadkami Jehowy, oni akurat nie są mile widziani.
Kiedyś mój znajomy z pracy, Singapurczyk, zapytał się mnie, czy wiem, jakiej on jest rasy. Temat nie tylko „śliski” w tych czasach, ale dość zagmatwany, więc zgodnie z prawdą powiedziałam, że nie. Nie żeby mnie obchodziło jakiej rasy są moi znajomi (istnieje w ogóle coś takiego jak rasa człowieka…?), jednak w Singapurze nie da się uniknąć tej kwestii. Z tym, że słowo „rasa” (race) oznacza tutaj grupę etniczną lub narodowość przodków, a nie na przykład kolor skóry, więc mój znajomy Singapurczyk-Malaj jest – biorąc pod uwagę kwestię rasową – po prostu Malajem. Przynależność etniczną nadaje się dziecku zaraz po urodzeniu i ma ona znaczenie z kilku powodów. Jak pisałam w poprzedniej części, w blokach państwowych obowiązują zasady określające, ile procent mieszkań może maksymalnie być zajmowanych przez daną grupę etniczną (Chińczycy – 87%, Malajowie – 25%, Hindusi i inni – 15%). Celem tej polityki jest zapobieganie tworzeniu się enklaw. Rasa decyduje także o tym, jakiego drugiego języka, po angielskim, dziecko się będzie uczyć w szkole. Dana grupa może być bardziej niż inne podatna na jakąś chorobę, co ma znaczenie medyczne. Najbardziej zaskakujące w tym szeroko pojętym temacie jest chyba to, że Singapurczyk w ciągu swojego życia może oficjalnie zmienić swoją rasę i to dwa razy, ale według ściśle określonych zasad (bardziej szczegółowo opisałam te sprawy w notce Tak, to jest legalne w Singapurze!). 21 lipca Singapurczycy obchodzą Dzień Harmonii Rasowej (Racial Harmony Day), który jest upamiętnieniem dramatycznych wydarzeń z 1964 roku, kiedy to w wyniku  zamieszek na tle rasowym (Chińczycy – Malajowie) zginęły 22 osoby, a ponad 450 zostało rannych.
Wróćmy jeszcze do języków. W Singapurze obowiązują cztery oficjalne języki: angielski, chiński (mandaryński), tamilski i malajski, przy czym ten ostatni jest językiem narodowym Singapuru i w nim napisane są słowa singapurskiego hymnu (Majulah Singapura, czyli „Naprzód, Singapurze!”). Znajomość angielskiego zdecydowanie Wam wystarczy, żeby w  Mieście Lwa funkcjonować, chociaż musicie liczyć się z tym, że „uliczny” singapurski angielski (tzw. Singlish) może czasami przysporzyć pewnych kłopotów. W „singlishu” gramatyka czasem zaskakuje, ale najciekawsze są językowe dodatki z malajskiego, chińskiego czy tamilskiego. Jeśli zamieszkacie w Singapurze, na pewno szybko poznacie różne nowe słowa i zwroty, chociażby takie jak:

ang moh (hokkien) – dosłownie „rudy”, używany w odniesieniu do białych ludzi;

kopi (malajski, hokkien) – kawa (o kawie jeszcze napiszę);

Singlish w autobusiecan – stare, dobre can („móc”), ale w nieco innej odsłonie (na przykład: Give me can? „Możesz mi to dać?”; i odpowiedzi: Can, can, albo Cannot lah!). Bardzo popularne. Po prawej zdjęcie naklejki z singapurskiego autobusu;

lah, ah, leh, lor, hor, meh… – przeróżne dodatki mające przeróżne funkcje w zdaniu (podkreślenie, pytanie, złagodzenie wypowiedzi itp.);

shiok (malajski) – w odniesieniu do czegoś wyjątkowo fajnego, dobrego, najczęściej pysznego jedzenia (The food was shiok lah!);

chope – rezerwować miejsce (zazwyczaj stolik przy pomocy paczki chusteczek);

siao (hokkien/teochew) – szalony (na przykład: You siao ah? „Zwariowałeś?”)

makan (malajski) – jeść (na przykład: I makan already. „Już jadłem.”)

kiasu (hokkien/teochew) – strach, że coś cię ominie (dlatego na przykład musisz stać milion godzin w kolejce, czekając na otwarcie sklepu z nowymi iphone’ami), słowo ma raczej negatywny wydźwięk (zachłanny, chciwy);

To tylko kilka przykładów. Jeśli spotkaliście się z innymi ciekawymi wyrażeniami – podzielcie się w komentarzu. Ja w „singlishu” biegła na pewno nie jestem, wręcz przeciwnie, bezustannie zdarza mi się prosić kogoś o powtórzenie czegoś, często kilkakrotnie. Jednym z najbardziej traumatycznych doświadczeń językowych w Singapurze była dla mnie wizyta u fryzjera – nie rozumiałam prawie nic i w desperacji zdecydowałam się na wszystkie pytania odpowiadać „tak”. Końcowy efekt nie był zły (jak na Singapur), ale nigdy tam już nie wróciłam. Singapurscy fryzjerzy to dla mnie generalnie trudny temat – właściwie tylko raz byłam całkowicie zadowolona z efektu, a wypróbowałam chyba z dwudziestu w szerokim przedziale cenowym. Być może nieazjatycki typ włosów ich przerasta.

Na poniższym zdjęciu – Singlish z Pulau Ubin.

Singlish - Pulau Ubin

A jacy są obywatele Singapuru na co dzień? (Uwaga – teraz będę mówić o moich własnych odczuciach, a nie żadnych prawdach objawionych!) Ci nieliczni Singapurczycy, z którymi pracowałam (pozostali ludzie to była mieszanka z całego świata) byli pomocni, bystrzy, pracowici i można było na nich polegać. Singapurczycy generalnie są życzliwi, przynajmniej mnie przez trzy i pół roku nikt źle tutaj nie potraktował – czy to w pracy, czy na ulicy. Są również zaradni, trochę zdystansowani, dumni z bycia Singapurczykami. Ich ulubionym tematem jest zdecydowanie jedzenie, mimo że chyba rzadko sami gotują. Co zaskakujące, chyba żaden Singapurczyk, którego poznałam (trochę lepiej), nie sprawił na mnie złego wrażenia. Z drugiej strony – trudno było mi nawiązać z nimi jakąś grubszą nić porozumienia. Słyszałam od innych obcokrajowców w Singapurze podobne uwagi, być może zatem to dystans czy hermetyczność Singapurczyków odgrywa tu jakąś rolę, ewentualnie niechęć do nawiązywania znajomości z ludźmi, którzy prędzej czy później i tak najpewniej wyjadą. W moim przypadku powodem mógłby być również brak wspólnych zainteresowań. Nie przepadam za spędzaniem czasu w centrach handlowych, staniem w kolejkach, nie przywiązuję aż tak dużej wagi do jedzenia czy nowych iphone’ów i nie interesuje mnie kino w stylu filmów Marvela. Im jestem starsza, tym większą czuję awersję do konsumpcjonizmu, sztuczności i rzeczy na pokaz, a w Singapurze te elementy pełnią istotną rolę. Oczywiście – uogólniam, z czego mam nadzieję zdajecie sobie sprawę; każdy człowiek jest inny, ale trudno mi się rozwodzić nad każdą poznaną w Mieście Lwa osobą. Co mnie może łączyć z Singapurczykami, to skłonność do narzekania, ale powody mam zazwyczaj inne. Nie przeszkadza mi tropikalna pogoda czy fakt, że czasem popsuje się metro, a jeśli narzekam na haze (pył w powietrzu), to nie dlatego, że boję się, że odwołają wyścig Formuły 1, tylko dlatego, że płoną lasy tropikalne. Co mnie trochę przeraża w tej części świata – poza złym stanem świadomości ekologicznej! – to to, że bardzo chętnie ludzie zabijaliby za narkotyki (swoją drogą alkoholem też wiele osób się wręcz brzydzi) i że kary cielesne są ogólnie akceptowane i pochwalane. Nie to, że mam coś przeciwko wychłostaniu dorosłych chuliganów niszczących mienie publiczne, ale na tym moja aprobata się kończy…

Singapur - kuchnia

Jeśli chodzi o kuchnię, to Miasto Lwa jest prawdziwym rajem dla entuzjastów azjatyckiego jedzenia. Co prawda ja raczej się do nich nie zaliczam, dlatego podchodzę do tego tematu z pewną rezerwą, nie znaczy to jednak – mam nadzieję – że nie potrafię spojrzeć na temat obiektywnie. Kuchnia w Singapurze ma dwie podstawowe zalety – po pierwsze jest niezwykle zróżnicowana, bo mamy tutaj przekrój przez dużą część Azji i nie tylko, po drugie jedzenie może być bardzo tanie. Zresztą to, że wolę kuchnię europejską od azjatyckiej nie znaczy bynajmniej, że ta druga nie ma dla mnie nic do zaoferowania. Powyższy obrazek składa się z tanich dań, które jadłam na co dzień i najczęściej z apetytem, a gdyby ktoś miał wątpliwości, co się na tych zdjęciach znajduje, spieszę z wyjaśnieniem (od lewej strony, rzędami): 1) pierożki wonton z krewetkami w zupie (danie chińskie); 2) pudełka z dobrym, koreańskim jedzeniem, które zamawialiśmy sobie do biura); 3) stek smażący się na talerzu (stoisko Pepper Lunch w „food courtach”); 4) nasi lemak, czyli malezyjski ryż z mlekiem kokosowym i pandanem oraz – w tym wypadku – z baraniną; 5) kurczak curry; 6) ayam penyet (danie indonezyjskie) – zmiażdżone, smażone udko kurczaka podawane ze smażonym tofu i sosem sambal, zazwyczaj super-ostrym; 7) chińskie xiao long bao; 8) chicken rice, czyli sztandarowe danie kuchni Singapurskiej (ten ze zdjęcia kosztował jakieś 3 dolary singapurskie); 9) hinduskie przysmaki – dal (to ta „zupa”), „chlebek” naan, kurczak tandoori, lasi w tle – posiłek z muzułmańskiego „food courtu” niedaleko naszego miejsca zamieszkania.
„Kuchnia singapurska” to dość niejednorodna mieszanina różnych kuchni azjatyckich – czyli dość ostrych – między innymi chińskiej, malezyjskiej i indyjskiej. Najbardziej charakterystyczne dla Singapuru twory kulinarne to na przykład wspomniany chicken rice (sztandarowe danie), chilli crab, black pepper crab, laksa (zupa z curry, mleka kokosowego, podawana z nudlami i różnymi dodatkami), char kway teow (smażone na dużym ogniu ryżowe nudle z sosem sojowym, chilli, kiełkami, krewetkami, małżami i nie tylko) czy „śniadanie po singapursku”. To ostatnie obejmuje tosty z dżemem kokosowym (kaya toasts), półpłynne jajka w skorupkach i kopi. Dżem kokosowy przyrządza się z jajek, cukru, mleka kokoswego i liści pandanu, a półpłynne jajka doprawia się sosem sojowym i białym pieprzem. Ja z całego zestawu lubię tylko kawę – tosty są dla mnie za słodkie, a jajek nigdy się nie odważyłam kupić (dlatego nie ma ich na poniższym zdjęciu).

Singapur - śniadanie

Kopi to ciemna, mocna kawa, palona z cukrem i margaryną – moim zdaniem bardzo dobra. Zakup kopi może okazać się jednak wyzwaniem. Jeśli zamówicie po prostu kopi (coffee), to dostaniecie kawę i mlekiem kondensowanym (bez cukru, ale mleko jest słodkie). Reszta podstawowych wariantów to:

kopi-O – czarna kawa z cukrem;

kopi-O kosong – czarna kawa bez żadnych dodatków;

kopi-si (kopi C) – kawa z cukrem i mniej skondensowanym mlekiem (tzw. evaporated milk);

kopi bing (kopi peng) – kawa z mlekiem skondensowanym i lodem (iced coffee).

Inne opcje obejmują kopi z mniejszą/większą ilością kawy/cukru/mleka oraz kawę z masłem. Herbata rządzi się podobnymi prawami, mamy zatem teh, teh-O, teh-C i tak dalej. Kawa pomieszana z herbatą to yuan yang.
Tanimi i najbardziej popularnymi wśród miejscowych i turystów jadłodajniami są tak zwane hawker centres, food courts i kopi tiams (coffee shops). Różnica między tymi trzema typami przybytków jest właściwie niewielka, poza tym, że „food courty” są najczęściej klimatyzowane (znajdują się na przykład w centrach handlowych). Kopi tiam obejmuje zazwyczaj również stoiska z jedzeniem, nie tylko kawę. Każda taka jadłodajnia to wiele różnorakich opcji, wśród których przewija się również western food, czyli dziwne i raczej odstręczające połączenia kotletów, frytek, fasoli i spaghetti. Oczywiście w Singapurze znajdziecie dobre europejskie jedzenie, ale raczej w restauracjach, w których ceny są zupełnie inne. Polskiej restauracji jak na razie nie ma, chociaż od czasu do czasu w Mieście Lwa odbywają się polskie imprezy, na których można kupić bigos czy pierogi.

Singapur - hawker centre

Na zdjęciu wyżej – jedno z hawker centres na Lakeside i niezidentyfikowana ryba w brytwannie, pod którą płonie ogień. Zamawianie dań w takich miejscach problemów raczej nie nastręcza – posiłki zaprezentowane są najczęściej na obrazkach, a obrazki są nierzadko ponumerowane. Zatem nawet jeśli takie mee rebus nic Wam nie powie, a osoba sprzedająca nie będzie za pan brat z angielskim, powinniście mniej więcej wiedzieć, czego się spodziewać na talerzu. Hawker centres to także tańsza alternatywa dla pubów, jeśli interesuje Was piwo.

Singapur - hawker food

Biorąc pod uwagę różnorodność kuchni w Singapurze, można by na ten temat rozwodzić się w nieskończoność, nie jest to jednak moim zamierzeniem, pozostawiam to wyzwanie blogom kulinarnym i na tym zakończę mój singapurski cykl.

Seria „Życie w Singapurze” składa się z czterech części, które obejmują dość szerokie spektrum tematów. Każde zagadnienie starałam się opisać krótko, ale starannie, przeplatając informacje ogólne i praktyczne z moimi subiektywnymi odczuciami oraz różnymi ciekawostkami. Granicę między moimi opiniami a „całą resztą” starałam się postawić wyraźną i liczę na to, że Czytelnicy ją dostrzegą. Mam nadzieję, że zdołałam Wam trochę Singapur przybliżyć i mimo że „oglądaliście” miasto moimi oczami, nie dotarł do Was bardzo zniekształcony obraz. Jeśli uważacie, że pominęłam jakieś istotne czy ciekawe aspekty, dajcie znać!

___

* Prawie wszystkie dane liczbowe w tym tekście zostały zaczerpnięte z Wikipedii.

** W 2014 roku Singapur był uznany przez Pew Research Centre za najbardziej zróżnicowane pod względem religii państwo na świecie (link).

Poprzednie części singapurskiego cyklu:

Część I: Miasto Ogrodów i Zakazów

Część II: O pogodzie i oleju palmowym

Cześć III: Mieszkanie i transport

Życie w Singapurze ludzie i kuchnia Życie w Singapurze ludzie i kuchnia Życie w Singapurze ludzie i kuchnia

Włóczykij, nurek, biotechnolog. Finlandię zamieniła na Singapur, żeby po kilku latach wrócić na nordyckie pustkowia. Lubi czytać, nad miasta przedkłada łono natury, a na blogu promuje odpowiedzialne podróżowanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Twój e-mail NIE będzie widoczny dla pozostałych użytkowników. Wykorzystam go jedynie wtedy, gdy będę chciała się z Tobą skontaktować. Nie będę rozsyłać żadnego spamu!
  • Zaznaczając poniższe (obowiązkowe) pole, zgadzasz się na przechowywanie przeze mnie Twoich danych. Nie martw się, będą dobrze chronione! Kliknij poniżej na "Privacy Policy", żeby dowiedzieć się więcej o ochronie prywatności na blogu (po polsku).

Ten blog wykorzystuje ciasteczka! Więcej o ciastkach i ochronie prywatności na blogu

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close