Finlandia oczami Polaków: praca w Finlandii

Często dostaję od czytelników pytania o pracę w Finlandii. Czy warto tu przyjeżdżać, czy łatwo znaleźć zatrudnienie, jak się tutaj pracuje i tak dalej. Niestety najczęściej nie jestem w stanie osobom szukającym wskazówek czy informacji pomóc. Nie mam bogatych doświadczeń, a te, które mam, dotyczą głównie mojej branży. Postanowiłam zatem poprosić o pomoc rodaków. Cztery osoby (w tym ja), cztery różne dziedziny, cztery historie. Przeczytacie w nich między innymi o tym, jak się w Finlandii znaleźliśmy, co tutaj robimy i jak nam się pracuje. Zdjęcia należą do autorów tekstów.

Anna – przewodnik imigranta, administrator wielojęzycznej strony internetowej dla obcokrajowców (Hämeenlinna)

Mieszkam w Hämeenlinnie od 6 lat. Dostałam tutaj pracę jako lektor języka angielskiego w dużej firmie. Kontrakt był roczny, ale w trakcie trwania mojej umowy mąż znalazł pracę, a córka rozpoczęła przygodę ze szkołą. Dwa lata później skończyłam roczny kurs języka fińskiego i kupiliśmy dom, a więc ostatecznie zdecydowaliśmy się zostać tutaj na stałe. W Hämeenlinnie zakochaliśmy się szybko, a ja od razu wiedziałam, że chcę tutaj pracować i robić coś dla imigrantów. Z wykształcenia jestem nauczycielem języka angielskiego oraz zrobiłam magisterkę na UJ z kulturoznawstwa i nauk politycznych i to akurat pomogło mi w znalezieniu tej pracy, którą aktualnie wykonuję. Wiedziałam, że aby być nauczycielem w szkole, musiałabym przejść proces nostryfikacji dyplomu, a że wcześniej uczyłam głównie dorosłych w Polsce i przez wiele lat w dodatku żołnierzy, więc bardziej mnie interesowało uczenie poza murami szkoły. Niestety w Hämeenlinnie praktycznie nie funkcjonuje uczenie języka angielskiego na taką skalę jak na przykład w Krakowie. Od 1,5 roku pracuję na stałe w Hämeenlinnan kaupunki jako doradca imigranta oraz administrator strony internetowej miasta w wielu językach dla mieszkańców tego rejonu (www.myintegration.fi). Ponieważ strona nie jest dostępna w języku polskim, sama stworzyłam swoją stronę-blog dla polskojęzycznych mieszkańców tego regionu i wszystkich zainteresowanych życiem w Finlandii (www.finnishcafe.com).

Pracuję głównie z Finami i pracuje mi się znakomicie. Spokojnie, dokładnie, miło. Zawsze chętnie pomogą. Z językiem fińskim radzę sobie dobrze, bo muszę, jako że w dużej mierze moja praca polega na tłumaczeniach. Współpracuję z wieloma segmentami miasta i uczestniczę w wielu spotkaniach dotyczących imigracji w tym rejonie. Zwykle jestem jedyną nie-Finką. To mi nie przeszkadza, a często nawet bawi, bo bardzo łatwo mi przyciągnąć uwagę słuchających. Kiedy Finowie słyszą obcy akcent, od razu podnoszą wzrok i słuchają uważnie. W tej części Finlandii nie jest łatwo obcokrajowcom znaleźć pracę, zwłaszcza tym z wyższym wykształceniem. Zanim zaczęłam szukać, dostałam wskazówkę, że prędzej znajdę pracę w Helsinkach i żebym od razu zaczęła szukać tam. Jednak nie jestem w Finlandii ze względu na stolicę, tylko kocham tę swoją Hämeenlinkę i musiałam dopiąć swego, z czego jestem mega dumna. Robię dokładnie to, co chciałam. Mam dużo swobody w pracy i mnóstwo możliwości rozwoju. Na tę chwilę przyznam, że aby w tym rejonie znaleźć pracę, konieczna jest znajomość języka fińskiego. Ja sobie to cenię, gdyż uważam, że poznanie języka otwarło mi drzwi na poznanie kultury i zaprzyjaźnienie się z Finami. Nie mam męża Fina i nie miałam tutaj nikogo znajomego wśród Finów. Dzięki znajomości języka mój świat się sporo zmienił i czuję się teraz tutaj jak w domu. W domu bez barier.

Praca w Finlandii - Anna

Krzysztof – kucharz 

Zawsze fascynowała mnie Kanada jako miejsce docelowe na spędzenie życia ze względu na przestrzeń, czystość natury i chłodniejszy klimat. Los chciał, że nadarzyła się okazja przeprowadzki do Finlandii i zrobiłem to nie zastanawiając się długo. Przyjechałem do Finlandii z kilkuletnim doświadczeniem kulinarnym wywiezionym z Anglii. Pracę znalazłem niemal od razu w jednej z agencji pracy w Helsinkach. Po kilku tygodniach w agencji zostałem zatrudniony na stałe w firmie, w której zacząłem przez pośrednika. Rozpocząłem pracę w biurowcu pewnej legendarnej fińskiej firmy produkującej telefony. Wtedy firma ta była wciąż dobrze prosperująca, a co za tym idzie – nie żałowano pieniędzy na kateringową stronę bankietów, eventów, konferencji, delegacji. Dołączyłem do drużyny Edustus, sekcji kuchni zajmującej się (nazwijmy to) zadaniami specjalnymi, czyli obsługą wyżej wymienionych imprez i wszystkim oprócz zwykłych codziennych bufetów w biurowcowej restauracji. Spodobał mi się taki sposób na pracę – ciekawszą, na droższych produktach, ale w godzinach biurowych. I tego się trzymałem przez 12 lat pracy w Finlandii. Kucharzy z Edustus zawsze określałem mianem kuchennych komandosów, czyli ludzi, którzy mimo tego, że nie są mistrzami w żadnej dziedzinie, muszą posiadać wiedzę wystarczająco szeroką, aby być zdolnymi do wykonywania zadań o wysokim stopniu skomplikowania. Kucharz z “Edu”, oprócz szeroko pojętego gotowania, musi też wiedzieć, jak piec ciasta, chleby, musi też posiadać sporo wiedzy z dziedziny cukiernictwa.

Kilkukrotnie wzięliśmy udział w Restaurant Day (fiń. ravintolapäivä)*, co okazało się wspaniałym sukcesem. Dwa razy mieliśmy restaurację polską i sprzedaliśmy wszystko. Ludzie kupowali pierogi nawet na wynos, żeby zanieść do domu i dać spróbować rodzinie. Przyjechali do nas Finowie z centrum Helsinek na południe Espoo, żeby tylko spróbować czegoś polskiego. Ravintolapäivä to wspaniałe wydarzenie, fajny czas, czas z epoki “przedcovidiańskiej”… Czasy świetności niestety mijają w tej branży. Restauracje przechodzą ciężki przypadek infekcji coronavirusem, cały ten biznes umiera, a kuchenni komandosi stają się bezwartościowi i niepotrzebni. Restauracje w biurowcach są zamykane, ludzie pracują z domów, a duże bankiety i imprezy to już historia.

Co do miejscowych ludzi – mam bardzo pozytywne doświadczenia. Przez te 12 lat w kuchni nawiązałem sporo przyjaźni i pozytywnych relacji (prywatnych i zawodowych) z wieloma Finami, Anglikiem i Gambijczykiem. Kilkukrotnie tworzyliśmy genialne pary/drużyny w pracy. Często słychać i widać wypowiedzi opisujące Finów jako zamkniętych w sobie i mało kontaktowych. Wiem w czym rzecz, mimo to nie zgadzam się z tym, moje doświadczenia stanowczo temu przeczą i uważam, że aby Finów poznać trzeba do nich wyjść samemu. Trzeba spędzić z nimi sporo czasu i dać poznać również siebie.

Nie wiem, czy warto do Finlandii jechać jedynie do pracy. Myślę, że łatwiej jest tu się zadomowić, wykorzystując potencjał nie tylko zawodowy. Osobiście czerpię garściami z natury i przestrzeni, jaką oferuje Finlandia, uwielbiam kajakarstwo, mam tutaj swoją małą utopię. Taką ‚małą Kanadę’ (choć wcale ten kraj nie jest mały i na pewno mi życia nie starczy aby wszystkie tutejsze akweny zwiedzić). Do Polski lubię jeździć, brakuje tu trochę takiej polskiej spontaniczności, nawet polskiego “bałaganu” i pośpiechu. Za każdym razem jednak po kilku tygodniach spędzonych w Polsce, wracam tu z ulgą. Wracam do DOMU.

* Restaurant Day (fiń. ravintolapäivä) – dzień, w którym każda osoba bez żadnych formalności może otworzyć w Finlandii „restaurację”, czy to na chodniku, czy w parku, czy nawet we władnym domu.

Praca w Finlandii - Krzysztof - kucharz

Paula – doktorantka (Wydział Leśnictwa na Uniwersytecie Helsińskim)

Jestem tutaj piąty rok, przyjechałam nie dla Finlandii, a dla pracy i uważam, że to była dobra decyzja. Plusy mogę podzielić na dwie kategorie: plusy pracy i plusy Finlandii. Główne plusy pracy to zarobki (niewysokie, ale wystarczające by się utrzymać, co na przykład w Polsce na doktoracie jest niemożliwe), możliwości mobilne (chcę jechać na konferencje, to aplikuję o kasę i jadę; od znajomych z Polski wiem, że tam tak kolorowo nie jest), bardzo ciepła relacja w pracy (wspólne wyjścia, o co bardzo dba nasza kierowniczka wydziału), brak wyścigu szczurów, więc nie ma potrzeby oszukiwania, wykradania sobie danych; zamiast tego jest wsparcie np. raz w miesiącu wszyscy doktoranci się spotykają i rozmawiają o swoich postępach i problemach, staramy się sobie pomóc nawzajem, brak dyskryminacji ze względu na płeć, brak dyskryminacji ze względu na plany rodzinne (urodziłam dziecko w trakcie doktoratu, a mój szef był pierwszą osobą, poza moim mężem, któremu powiedziałam o ciąży). Dodatkowe profity to prywatne ubezpieczenie, bonus wakacyjny. A plusy Finlandii: podejście już na starcie – mój mąż dostał szkołę językową, zasiłek na czas tej szkoły i pomoc na początek, opieka zdrowotna (miałam tu operacje guza i poród, oba doświadczenia w porównaniu z Polską – niebo a ziemia), brak dyskryminacji ze względu na inne pochodzenie. Język może być przeszkodą… Ja go jeszcze nie opanowałam, ale mój mąż, szukając pracy, niestety nie miał wyboru. Niestety widać tę dyskryminację wobec niemówiących po fińsku w świecie poza uczelnią. Koszty życia w porównaniu do zarobków uważam za niskie.

Natalia (autorka bloga) – koordynatorka laboratorium (Helsinki)

Do Finlandii przeprowadzałam się trzy razy, ale nigdy dla pracy, a przynajmniej nie ze względu na moją pracę. Najpierw na studia, potem dla chłopaka, a w końcu dlatego, że nie podobało mi się w Singapurze (o moich emigracyjnych rozterkach pisałam tutaj). Nie było mi łatwo znaleźć zatrudnienie w Finlandii i kosztowało mnie to dużo stresu. Pierwsze podejście zakończyło się totalną porażką (rok bezskutecznych poszukiwań…). W tym czasie jednak sytuacja na fińskim rynku pracy generalnie była zła i raczej zwalniano, niż przyjmowano. Na dodatek nie mówię po fińsku i moje doświadczenie też nie było bardzo rozbudowane. Za drugim razem miałam szczęście i znalazłam niedługo po przyjeździe całkiem fajną pracę w laboratorium w Helsinkach (z tym że czas poszukiwań obejmował kilka miesięcy, bo zaczęłam jeszcze pracując w Azji). Z wykształcenia jestem biotechnologiem i mimo wszystko uważam, że jest to dobry kierunek, gdy chce się wstąpić na emigracyjną ścieżkę. Po pierwsze wszędzie są jakieś laboratoria, czy to naukowe, czy „przemysłowe” (nie mówiąc o zawodach „pokrewnych”), a po drugie, w przypadku w tych naukowych często mówi się po angielsku niezależenie w jakim kraju się znajdują.

Obecnie pracuję głównie z Finami i pracuje mi się dobrze, chociaż na początku ciężko było mi się przestawić na „fiński tryb”. Szczególnie po moich doświadczeniach z Azji, gdzie wszystko działo się szybko, zebrania trwały krótko, każdy chciał jak najszybciej wrócić do swoich zadań, przełożeni traktowani byli jak istoty wyższe, praca była sensem życia, nierzadko pracowałam po 10 czy 12 godzin dziennie (a i tak w pracy spędziłam chyba najmniej czasu z całej mojej grupy), za nadgodziny czy pracę w weekendy nic się nie należało, a maile były wypełnione grzecznościami po brzegi. W Finlandii wszystko obróciło się o 180 stopni! Mówię tu oczywiście o moim miejscu pracy, na pewno nie wszędzie jest tak samo, chociaż myślę, że może być podobnie. Przede wszystkim życie prywatne jest tutaj tak samo ważne jak praca, a może i ważniejsze. Urlopy są długie (dłuższe niż miałam w Polsce, nie mówiąc o Azji), a nadgodziny się odbiera lub dostaje się za nie pieniądze. W ogóle wszystko jest uregulowane, a prawa pracownika są bardzo ważne. Do czego nadal trudno mi się przyzwyczaić, to na przykład to, że podjęcie jakiejś decyzji często jest procesem niezwykłe długotrwałym. Sporo czasu też poświęca się na rzeczy – bardziej lub mnie związane z pracą – które tak naprawdę nie mają większego znaczenia. Właściwie nie twierdzę, że to źle, tylko że muszę się do tego przyzwyczajać. Cisza na zebraniach to kolejna ciekawa sprawa, której wcześniej nie doświadczyłam. Co ciekawe, Finowie są dość zamknięci, ale też bezpośredni. Często mówią to, co myślą i są krytyczni, również w stosunku do swoich przełożonych. Maile piszą krótkie i zwięzłe. Na początku było to wszystko dla mnie bardzo dziwne, czasem miałam nawet wrażenie, że ktoś się na mnie za coś obraził i dlatego jego taki oschły. Kwestia przyzwyczajenia. Oczywiście kwestie socjalne są także dużym plusem Finlandii – czy to zasiłek w razie zwolnienia, czy to urlop macierzyński i tak dalej. Finlandia to także bardzo dobre miejsce, gdy chce się powiększyć rodzinę!

Co poradziłabym ludziom chcącym tutaj przyjechać? Jeśli nie macie tu kogoś, dzięki komu możecie dostać fiński numer pesel, szukajcie pracy przed przyjazdem. Zobaczycie jak wygląda sytuacja na rynku, a jeśli coś znajdziecie, to wtedy tutaj na miejscu wszystkie formalności pójdą jak z płatka. Inna sprawa to to, że fiński klimat (dosłownie i w przenośni) może nie wszystkim przypaść do gustu i znam ludzi, którzy nigdy nie poczuli się tutaj jak w domu, nawet po wielu latach i znając już dobrze język.

Moja praca w Finlandii

Jeśli chcielibyście się podzielić swoimi wrażeniami dotyczącymi pracy lub życia w Finlandii – do czego zachęcam! – piszcie do mnie na adres podgwiazdapolarna@gmail.com. Planuję kolejne wpisy na te tematy! Osoby rozważające czy planujące przeprowadzkę do Finlandii na pewno przeczytają o Waszych doświadczeniach z dużym zainteresowaniem.

Powiązane wpisy:

Pierwsze kroki w Finlandii – formalności, wskazówki, linki

praca w Finlandii praca w Finlandii praca w Finlandii praca w Finlandii

Włóczykij, nurek, biotechnolog. Finlandię zamieniła na Singapur, żeby po kilku latach wrócić na nordyckie pustkowia. Lubi czytać, nad miasta przedkłada łono natury, a na blogu promuje odpowiedzialne podróżowanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

  • Twój e-mail NIE będzie widoczny dla pozostałych użytkowników. Wykorzystam go jedynie wtedy, gdy będę chciała się z Tobą skontaktować. Nie będę rozsyłać żadnego spamu!
  • Zaznaczając poniższe (obowiązkowe) pole, zgadzasz się na przechowywanie przeze mnie Twoich danych. Nie martw się, będą dobrze chronione! Kliknij poniżej na "Privacy Policy", żeby dowiedzieć się więcej o ochronie prywatności na blogu (po polsku).

Ten blog wykorzystuje ciasteczka! Więcej o ciastkach i ochronie prywatności na blogu

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close